Egoistycznie o stylu

Określenie konkretnego stylu wnętrza zdaje się być obecnie wyłącznie mrzonką producentów mebli i stroików dekoracyjnych. Trudno odpowiedzieć czy to jeszcze lagom, czy nie ma tam małego zalążka art deco, czy ustawienie sof nie przypomina bardziej stylu hampton?

Oczywiście nie można polemizować z doskonałymi przykładami, które zdają się być wyjęte z danej epoki i przeniesione do mieszkania w bloku na szesnastym piętrze. Są też przesłanki, które wskazują na ile procent nasz twór jest surowy i ekologiczny, lub jaki jest stopień połysku frontów kuchennych, czy też procent użycia luster do powierzchni ścian.

To może trochę naprowadzić estetycznego odbiorcę do określenia mniemanego stylu, oczywiście subiektywnie.

Dobór jednolitej teorii zdaje się być obecnie niemożliwy i prawdopodobnie jest to najlepsze rozwiązanie. Otoczenie nie powinno posiadać surowych ram. Każdy użytkownik oprócz swoich wizji podświadomie przemyconych z katalogu Ikea (i nie tylko), powinien podejść do sprawy nieco bardziej egoistycznie – stworzyć wnętrze dla siebie, a nie po to, by przy kawie opowiadać o skandynawskim designie, nie mając pojęcia, że siedzi na doskonale zinterpretowanym modelu E60. Wszystkie nazwy, style, trendy powinny wyłącznie naprowadzić nas na dobór odpowiedniego otoczenia do naszego stylu życia. Więc jeżeli kochamy surowe drewno i cieszymy się każdą prostą chwilą tak jak przystało na zwolennika hygge, a zgodnie z wabi sabi doceniamy piękno nieco obitego z prawej strony stołu i do tego cieszy nas złota oprawa wisząca nad dwumetrowym łóżkiem, twórzmy z tego wszystkiego nasz indywidualny styl, który nie przeminie.